...czyli krucjata przeciwko cudownym dietom, żywieniowym mitom, liczeniu kalorii i złożom zbędnego cukru.
Blog > Komentarze do wpisu

Myślenie.

1.       Sprawa pierwsza/najważniejsza: Twoja waga i zdrowie są TWOJĄ sprawą.

Chudniesz, gotujesz i dbasz O SIEBIE i DLA SIEBIE. Dla nikogo innego! Zmiany w Tobie i tak zaowocują dla wszystkich dookoła Ciebie, więc nie bój się zdrowego poziomu egoizmu. Masz podobać się przede wszystkim SOBIE!

 

2.       Nie podchodź do jedzenia emocjonalnie.

Jedząc „tak zwane nie-zdrowe-rzeczy”, szkodzisz tylko sobie. Robienie komuś „na złość”, próby zwracania na siebie uwagi, wołanie o pomoc… to zupełnie nie działa na dłuższą metę i nie robi na nikim wrażenia.

Jeśli nagradzasz się (nagradzaj się!), lub każesz jedzeniem – zmień to. Bilety do kina, teatru, książki, albo płyty wnoszą do życia zdecydowanie więcej niż pseudo-pizza, czekolada i produkt piwo-podobny z dodatkiem chmielu i słodu.

 

3.       Diety cud NAPRAWDĘ nie istnieją.

Im szybciej schudniesz – tym łatwiej przytyjesz, w myśl zasady „łatwo przyszło – łatwo poszło”. Najnormalniej w świecie – nie docenisz zgubionych kilogramów. Po co, skoro za jakiś czas wystarczy znowu dwa tygodnie jeść tylko ananasy, żeby schudnąć trzy kilo?! Dlatego, zmiany żywieniowo-(życiowe) najlepiej zacząć bez presji czasu. Pod koniec sierpnia, we wrześniu, październiku.

Przestawienie metabolizmu, rzeźbienie ciała i zmiany codziennych nawyków wymagają miesięcy, ale dzięki temu są DOŻYWOTNIE.

Nie tylko w negocjacjach panuje zasada: im większe zaangażowanie –tym trudniej odejść. Im więcej czasu poświęcisz sobie – tym trudniej się zrujnować…

 

4.       Ustal sobie za-realne cele.

Nie da się zdrowo schudnąć 7kg. w dwa tygodnie! Na pewno około trzech. Jeśli założysz, że to mają być „tylko” dwa, miło się zaskoczysz, a nie zawiedziesz. To prawie „efekt Alli”, tylko bez ryzyka przedwczesnego zgonu, reakcji uczuleniowej, skutków ubocznych itd…

Nie wierz mądrościom zza oceanu i obsesyjnie nie waż się dwa razy dziennie! Prędzej wpadniesz w nerwicę, niż „zdobędziesz motywację”. Najbardziej obiektywna jest zwykła miarka krawiecka, używana raz na jakiś czas- RANO. Waga jest sprawą drugorzędną. Zamiana (nie cudowna!) tłuszczu w mięśnie, ubytek/nadmiar wody…

 

5.       Uświadom sobie swój balast.

Po ustaleniu celu, zobacz i poczuj swoje zbędne kilogramy. Jeśli chcesz pozbyć się 2, 3 czy 10kg. tłuszczu (nie mięśni!) – kup tyle samo kilogramów marchewki, buraków, lub wody mineralnej. Zobaczysz ile energii marnujesz na dźwiganie i odżywianie zbędnego balastu.

 

6.        Zacznij słuchać swojego ciała.

Głód, przejedzenie, przemęczenie… Nie maskuj  niczego kolejną kawą, Red Bullem, albo tabletkami- to nienaturalne. Jeśli ciało jest wyczerpane – nie będzie miało siły na jakiekolwiek zmiany.

 

7.    Zacznij myśleć o tym, co i jak jesz.

Mózg potrzebuje około 15- 20 minut, aby zarejestrować posiłek. Tym samym, dopiero po kilkunastu minutach jedzenia „dowiesz się”, czy głód został zaspokojony, czy też przypadkiem jesteś ofiarą przeżarcia i nie możesz się podnieść. Skup się na jedzeniu, lub rozmowie przy stole. Nie biegaj, nie patrz w telewizor i nie pakuj jedzenia do ust automatycznie. Delektuj się każdym kęsem!

 

8.       Zwróć uwagę na to, ile zjadasz.

Zacznij od ŚNIADANIA! Później najbardziej optymalne jest jedzenie w odstępach trzy godzinnych; wtedy cukier – a przez to - metabolizm utrzymany jest na stałym poziomie – i na najwyższych obrotach.

Zwracaj uwagę na batoniki, ciastka, wafelki, serki i jogurty z dużą zawartością cukru. Przeciętne ciasteczko ma około 70kcal. (a wiadomo, że ciężko poprzestać na jednym) baton ma około 300kcal., czyli mniej więcej połowę obiadu! Dodatkowo składa się z kilku łyżeczek cukru, który wątroba od razu zamienia w tłuszcz, spulchniaczy, ulepszaczy i innych zapychaczy. Mocno dosładzana żywność nie tylko nie zaspokaja w żadnym wypadku głodu (poziom cukru skacze w górę, a później diametralnie w dół), ale tylko go nasila. I jakim sposobem można zjadać cztero-kęsową porcję przez 15-20 minut?! Więc, zanim wydasz kolejne 2,50zł. na, np. tajemniczo przetworzonego MARSA, o smaku karmelizowanego cukru z tłuszczem i pojedynczymi orzechami, pomyśl czy naprawdę go potrzebujesz? I właściwie, dlaczego? Brak czystego cukru we krwi nie prowadzi do nagłej śmierci…

 

9.       Kończ swoje posiłki.

Nie doprowadzaj do sytuacji, kiedy dzień jest niekończącą się ucztą, a żołądek nie nadąża z trawieniem. Jedz jeśli odczuwasz głód, a kiedy się nasycisz umyj zęby, lub chociaż przeżuj gumę. Na znak szczęśliwego finiszu.

 

10. Czytaj etykiety.

Etykiety są bardzo fascynującą i zajmującą lekturą. Cukier w groszku konserwowym, sól w jogurcie truskawkowym, czarny barwnik w oliwkach, olej zwierzęcy w suszonych śliwkach. Nie kupuj biernie. Zachowaj zasadę BARDZO ograniczonego zaufania do producentów żywności.

 

Australijscy naukowcy wysunęli nawet spiskową „teorię fruktozową”; według nich firmy celowo dodają do WSZELKIEJ żywności cukier, przez co ludzie odczuwają permanentny głód. Kupują słodkie zapychacze, a to jeszcze bardziej powoduje skoki insuliny we krwi. Jedzą, kupują, tyją, jedzą… a przemysł spożywczy rozwija się w najlepsze.

 

11.   „Od jednego nie przytyjesz…”.

Unikaj sytuacji kiedy słyszysz/myślisz, że przecież od jednego batonika, tabliczki czekolady czy paczki chipsów – nie utyjesz. Racja. Od dwóch i trzech także. Ale po dziesiątym i dwudziestym – na pewno…

niedziela, 22 sierpnia 2010, nie-o-odchudzaniu
w4malinie@gmail.com

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
everydayitry
2010/08/22 11:09:16
Najlepsza jest dieta brzoskwiniowa: wpierdalasz wszystko oprócz brzoskwiń :)