...czyli krucjata przeciwko cudownym dietom, żywieniowym mitom, liczeniu kalorii i złożom zbędnego cukru.
Blog > Komentarze do wpisu

Nawadnianie.

Odwodnienie objawia się bólem głowy, przesuszoną skórą, promieniującymi bólami nerek, kłopotami z cerą, sińcami pod oczami i innymi imponującymi objawami…

 

1.     Woda.

 

Bez wątpienia, najlepszym i najbardziej dostępnym nawapniaczem jest woda. Mineralna krystalicznej nierówna. Wbrew pozorom – nie są tym samym. Wody mineralne, jak sama nazwa wskazuje są dodatkowo mineralizowane. Nie od dziś wiadomo, że np. sód zatrzymuje wodę w organizmie, a nadgorliwość gorsza jest niż faszyzm. Nieustanne picie wód mineralnych może bardziej zaszkodzić, niż dawać pozytywne skutki. Nie wspominając o „wodach leczniczych”, które powinny być sprzedawane w aptekach, a nie w supermarktech.

Zatem: wody krystaliczne, o małej zawartości tzw. drogocennych minerałów, a tym bardziej – bez dodatku smakowego cukru! Woda smakowa, to napój. Nie – woda.

2.

Herbata zielona, biała, czerwona i yerba mate.

 

Herbata oczyszcza, odmładza, pobudza, reguluje trawienie, zawiera przeciwutleniacze, polifenole, katechiny, zapobiega rozwijaniu się komórek rakowych, obniża cholesterol, ciśnienie krwi , działa przeciwpróchniczo na zęby… I ma zapewne jeszcze milion innych zalet. Herbaciany napar można pić bez żadnych ograniczeń, nie uzależnia i nie ma skutków ubocznych.

Jeśli ktoś kogoś odrzuca na samą myśl o „pozbawionej smaku wodzie”, na początek można spróbować  np., cytrynową zieloną herbatę z odrobiną miodu.

 

3.      Koktajle i soki owocowe.

 

Nie mylić! Koktajle owocowe z cząsteczkami owoców i drobinkami miąższu są witaminowymi bombami z naturalnym błonnikiem. Gaszą pragnienie i nie powodują ataków głodu, jak np. po wypiciu szklanki czystego soku, kiedy insulina skacze do góry, żołądek jest pusty, a kalorie są nabijane. Poza tym, wypicie szklanki soku niewiadomej historii trwa maksymalnie kilka sekund. Zjadani świeżych owoców nie tylko jest zdrowsze, ale bardziej zajmujące i – przyjemniejsze.

 

4.     Kawa.

 

Kawa odwadnia, bo zawiera dużą dawkę kofeiny, która przyspiesza metabolizm i działa moczopędnie. Nie jest, więc napojem idealnym do nawadniania się, ale oprócz tego – ma same plusy.

Zawiera przeciwutleniacze i kwas chloro genowy, który zmniejsza ryzyko raka wątroby. Wspomniana już kofeina: pobudza, rozszerza naczynia krwionośne przez co do narządów dociera więcej tlenu – więcej substancji odżywczych. Stymuluje wydzielanie noradrenaliny, zmniejsza wydzielanie histaminy.

Już dawno obalono mit o wypłukiwaniu przez kawę magnezu z krwi! Wystarczy odrobina mleka, żeby skutecznie temu zapobiec.

Kawa sypana działa najbardziej drażniąco na układ pokarmowy. Najbardziej wartościowa jest parzona w ekspresie ciśnieniowym, w którym jest najkrótszy czas kontaktu ziaren z wodą.

Zamawiając kawę w kawiarni pamiętaj, że kupując, np. duże Latte dostajesz 300ml. pełnotłustego mleka, które w połączeniu z cukrem i ewentualnymi dodatkami- mogłoby zastąpić niejeden obiad. Nie wspominając większym o działaniu usypiającym, niż pobudzającym...

 

5.       Napoje gazowane.

 

Najlepszy w odwieczną walce z napojami gazowanymi będzie zdrowy rozsądek. Wersje light nie zawierają cukru, mają kofeinę i dziesiątki tajemniczych substancji chemicznych. Po prostu, odwadniają i nie dają nic poza osadem na zębach.

Wersje „pełne”, dodatkowo obfitują w cukier, a przez to w puste kalorie. Szklanka Coca Coli to ok. 100kcal. W pamięci dodajemy wszystko co zostanie wchłonięte przez skoki insuliny we krwi, a na centymetrze – tłuszcz, z trzech łyżek stołowych białego cukru.

 

6.      Alkohol.

 

Nie należy popadać w skrajności, chociaż większość alkoholi (a raczej mieszanki z sokami, cukrami i samych ze sobą), to puste granaty kaloryczne.

Kieliszek czystej wódki to jedyne 100kcal., kufel piwa około 300kcal, a „odrobina” likieru – 200kcal. Gdyby nie oczywista potrzeba zjedzenia całej zawartości lodówki po alkoholu – byłoby idealnie. Alkohol rozgrzewa, więc teoretycznie organizm spala o wiele więcej energii, więc także tłuszcz. Piwo działa zbawiennie na nerki i zawiera słód!

Niestety, jak w rzeczywistości bywa – każdy wie dnia następnego.

 

Dobroczynne działanie na ludzki organizm ma w zasadzie, jedynie lampka czerwonego wytrawnego wina dziennie. Zawiera resweratrol, który m.in powstrzymuje powstawanie komórek tłuszczowych i katechiny przyspieszające spalanie już istniejącej, tkanki tłuszczowej. Wino jest kolejnym naturalnym antyutleniaczem; zapobiega powstawaniu wolnych rodników. A na dodatek, poprawia nastrój, niweluje stres i uspokaja…

 

 

 

niedziela, 22 sierpnia 2010, nie-o-odchudzaniu
w4malinie@gmail.com

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: